Karkonosze to góry, do których lubię wracać. Nie dość, że są blisko, to każdy szlak ma tu swój charakter. Tym razem wybrałem przejście z Horni Mísečky do Labskiej boudy i powrót przez Pancavsky vodopad – trasę, którą już wcześniej znałem, ale która łączy piękne widoki, łatwe przejście i ciekawe miejsca po drodze.
Początek wędrówki to zielony szlak z Horni Mísečky. Trasa prowadzi przez las i jest dość łagodna, z kilkoma bardziej stromymi fragmentami. Po drodze można odpocząć na kilku punktach widokowych. Po około półtorej godziny marszu szlak łączy się z czerwonym, który prowadzi w stronę Labskiej Budy.
Samo schronisko robi wrażenie swoim nietypowym, betonowym kształtem. Położone jest w surowym, górskim terenie, co dodaje mu charakteru. Warto zatrzymać się tu na chwilę – wypić herbatę lub zjeść coś ciepłego, a przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę czeskiej strony Karkonoszy.
Z powrotem ruszyłem w kierunku Panczawskiego Wodospadu. To najwyższy wodospad w Czechach, więc zdecydowanie warto tam zajrzeć. Nawet przy niższym stanie wody wygląda imponująco. Tego dnia pogoda była typowo górska – pochmurno, chwilami kropiło, ale widoczność była dobra, więc można było spokojnie iść i podziwiać krajobraz.
Trasa jest dobrze oznaczona, niezbyt trudna, ale warto mieć solidne buty, bo miejscami bywa ślisko. W sumie cała pętla zajmuje około 4–5 godzin w spokojnym tempie. Mi zajęła dokładnie 4 godziny 29 minut licząc od wyjścia i przyjścia na parking, gdzie zostało zaparkowane auto.
To jeden z tych szlaków, do których lubię wracać – nie za długi, z ciekawymi punktami po drodze i atmosferą typowych Karkonoszy: trochę surową, ale zawsze piękną.
Zapraszam do oglądania kilkunastu zdjęć z tej wycieczki.

















