Austria 2026

Austria. Ostatni raz byłem tam jeszcze z rodzicami, będąc dzieckiem. Jako, że wyjazd do Austrii chodził już za mną od pewnego czasu, postanowiliśmy w końcu zatrzymać się tutaj na 8 dni.

To jeden z tych krajów, w których właściwie nie trzeba specjalnie szukać pięknych widoków. Wystarczy wyjechać kawałek za miasto. Zielone doliny, ogromne góry, krystalicznie czyste jeziora, małe miejscowości i drogi (wszystkie w idealnym stanie!) prowadzące przez krajobrazy wyglądające momentami jak gotowa tapeta na komputerze. A do tego bardzo zadbane miejscowości i świetna infrastruktura turystyczna.

Wiedeń

Naszą podróż zaczęliśmy od Wiednia. I nie był to dla nas pierwszy raz – był to już drugi pobyt w Wiedniu i jestem pewien, że nie ostatni.

Wiedeń bardzo lubię. To ogromne miasto, ale jednocześnie sprawiające wrażenie uporządkowanego i spokojnego. Za każdym razem można odkryć tutaj coś nowego, a przy tym wrócić do miejsc, które już wcześniej zrobiły dobre wrażenie. Tym razem skupiliśmy się przede wszystkim na najbardziej charakterystycznych punktach miasta.

Jednym z nich była Austriacka Biblioteka Narodowa, a właściwie jej najbardziej efektowna część – Prunksaal, czyli reprezentacyjna Sala Paradna. Samo wnętrze robi ogromne wrażenie. Ogromna sala, regały z książkami sięgające wysokości kilku pięter, freski, rzeźby i charakterystyczny barokowy przepych. To zdecydowanie jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć nawet wtedy, gdy ktoś nie jest wielkim fanem bibliotek.

Później przyszedł czas na spacer po centrum Wiednia. Wiedeń jest jednym z tych miast, w których samo chodzenie ulicami jest atrakcją. Monumentalne budynki, pałace, kościoły i szerokie ulice przypominają na każdym kroku o tym, jak ważnym miastem była kiedyś stolica imperium Habsburgów.

Odwiedziliśmy również Operę Wiedeńską. Tym razem nie wybieraliśmy się oczywiście na spektakl, ale skorzystaliśmy z możliwości zwiedzania budynku. Opera jest jednym z symboli miasta i zdecydowanie warto zajrzeć do środka. Jednakże, moim zdaniem, Opera Wrocławska jest jednak ładniejsza. Mimo, że ma scenę o wiele mniejszą, to jednak w niczym nie ustępuje, a nawet przewyższa, tę Wiedeńską.

Kolejnym punktem była Albertina. Samo muzeum jest bardzo ciekawe, ale dla mnie dużą atrakcją był również widok z okolic budynku na centrum Wiednia.

Wieczorem wybraliśmy się jeszcze na Prater. Trochę inny Wiedeń – mniej cesarski, a zdecydowanie bardziej rozrywkowy. Ogromny park rozrywki, charakterystyczne atrakcje i przede wszystkim słynny Wiener Riesenrad, czyli wielki diabelski młyn, są jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Skorzystaliśmy z okazji, i za kilka euro skorzystaliśmy z diabelskiego młynu. Widoki bardzo ładne.

Wiedeń po raz drugi tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to miasto, do którego można wracać. I na pewno jeszcze tutaj wrócimy.

Ale tym razem Wiedeń był dopiero początkiem.

Tyrol

Po opuszczeniu stolicy krajobraz zmienił się niemal całkowicie. Zaczęły pojawiać się coraz większe góry, coraz bardziej zielone doliny i jeziora, których kolor momentami wyglądał wręcz nierealnie.

Jednym z pierwszych miejsc, do których dotarliśmy, był Hallstatt.

Hallstatt to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych miejscowości Austrii. Charakterystyczne domy stojące nad jeziorem, góry wyrastające praktycznie bezpośrednio za zabudowaniami i niewielka, bardzo klimatyczna miejscowość sprawiają, że trudno się dziwić jego popularności.

I tak – Hallstatt jest naprawdę świetne.

Jest małe, więc samo centrum można przejść stosunkowo szybko, ale praktycznie na każdym kroku znajduje się coś, co aż prosi się o zdjęcie. Jezioro, góry, drewniane balkony, kwiaty i charakterystyczna zabudowa tworzą jeden z najbardziej pocztówkowych krajobrazów, jakie widziałem.

Oczywiście Hallstatt ma też swoją cenę – jest bardzo turystyczne. Ale mimo wszystko uważam, że warto tutaj przyjechać. To jedno z tych miejsc, które na żywo wygląda równie dobrze, a momentami nawet lepiej niż na zdjęciach.

Po Hallstatt ruszyliśmy dalej w stronę Alp.

I tutaj zaczęła się moja ulubiona część tego wyjazdu.

Austria ma po prostu boskie Alpy.

Nie wiem, czy da się to opisać inaczej. Ogromne góry, zielone zbocza, lasy, wodospady, potoki i jeziora z wodą tak czystą, że momentami trudno uwierzyć, że to prawdziwy krajobraz. Do tego świetne drogi, którymi można dojechać naprawdę wysoko, i miejscowości położone w dolinach wyglądające jak z katalogu.

Jednym z miejsc, które szczególnie zapadło mi w pamięć, było Gosausee.

To właśnie takie miejsce, dla którego przyjeżdża się w Alpy. Jezioro otoczone górami, a w tle potężne szczyty Dachstein. Woda, odbijające się w niej góry i wszechobecna zieleń tworzą niesamowity krajobraz.

Gosausee najlepiej odwiedzić rano. Wtedy jest spokojniej, łatwiej znaleźć miejsce na parkingu (chociaż parkingi są i tak w większości pełne już o 10:00 rano), a jezioro potrafi być niemal idealnie spokojne. Można przejść się jego brzegiem (obejść je, polecam!), usiąść na jednej z ławek albo wynająć łódkę i zobaczyć okolicę z zupełnie innej perspektywy (choć z tego akurat nie skorzystaliśmy).

Kolejnym punktem były wodospady Krimml – jedne z najbardziej znanych wodospadów w Austrii. Tutaj natura pokazuje już zupełnie inną skalę. Woda spadająca kolejnymi progami z ogromnej wysokości robi naprawdę duże wrażenie, a spacer wzdłuż wodospadu pozwala zobaczyć go z kilku różnych perspektyw.

Austria ma zresztą mnóstwo takich miejsc. Niektóre są bardzo znane, inne można znaleźć praktycznie przypadkiem, jadąc samochodem przez kolejną dolinę.

Jednego dnia wybraliśmy się również na górską wędrówkę doliną. I właśnie takie miejsca podobały mi się chyba najbardziej. Bez tłumów, bez wielkich atrakcji przygotowanych specjalnie dla turystów. Po prostu szlak, góry, las, potoki i cisza.

I chyba właśnie to najbardziej podobało mi się w austriackich Alpach.

Można znaleźć miejsca bardzo łatwo dostępne, takie jak Hallstatt czy Gosausee, ale wystarczy odejść kawałek dalej albo wybrać trudniejszy szlak i nagle zostajemy praktycznie sami w środku ogromnych gór.

Cały ten alpejski fragment wyjazdu był zupełnie innym doświadczeniem niż Wiedeń. Stolica zachwyca architekturą, historią i zabytkami. Alpy zachwycają czymś zupełnie innym – skalą i przyrodą.

Na koniec wjechaliśmy kolejką na Weißsee. I był to zdecydowanie dobry pomysł. Z każdym metrem kolejki widoki robiły się coraz bardziej spektakularne – doliny zostawały w dole, a wokół pojawiały się kolejne potężne szczyty. Na górze czekało na nas jezioro otoczone wysokimi, surowymi górami i zupełnie inny, bardziej wysokogórski krajobraz. To miejsce świetnie pokazuje, że w Austrii nawet zwykły „wjazd kolejką na punkt widokowy” może zamienić się w naprawdę dużą atrakcję. I po raz kolejny pomyślałem, że te austriackie Alpy są po prostu boskie.

I chyba właśnie dlatego Austria tak bardzo przypadła mi do gustu.

Nie jest to kraj, w którym trzeba wybierać pomiędzy miastami a naturą. Można rano spacerować po jednej z najpiękniejszych europejskich stolic, a następnego dnia znaleźć się nad turkusowym jeziorem otoczonym kilkutysięcznymi szczytami.

Do tego wszystkiego dochodzą małe austriackie miejscowości, które same w sobie są atrakcją. Domy z balkonami pełnymi kwiatów, drewniane elementy, zadbane ogrody, kościoły i góry znajdujące się praktycznie za każdym oknem.

Podsumowując – Austria w 100% spełniła moje podróżnicze oczekiwania.

To był jeden z tych wyjazdów, po których człowiek wraca do domu i już zaczyna sprawdzać, gdzie można pojechać następnym razem.

A że z Austrii ruszyliśmy dalej w stronę Českiego Krumlova, to ta podróż jeszcze się dla nas nie kończyła.

A ile kosztowała Austria?

Na koniec trochę konkretów dotyczących kosztów. Cały wyjazd nie należał do najtańszych, ale biorąc pod uwagę standard noclegów, liczbę odwiedzonych miejsc i ceny atrakcji w Austrii, nie było też jakiejś ogromnej tragedii. 😉

Łącznie wydaliśmy 7 993,74 zł, czyli około €1 670,59.

Największą część budżetu pochłonęły oczywiście noclegi – 3 286,93 zł (€733,87). Paliwo oraz winiety po Austrii i Czechach kosztowały nas łącznie 834,58 zł (€190,87), a na jedzenie wydaliśmy 1 579,79 zł (€231,55).

Sporo poszło również na atrakcje – 2 292,45 zł (€514,31). W tej kategorii znalazły się między innymi bilety, wejściówki i kolejki, czyli rzeczy, które w Austrii potrafią całkiem szybko zwiększyć budżet wyjazdu.

Największym wydatkiem były więc noclegi, ale bardzo dużą pozycję stanowiły też atrakcje. I tutaj akurat trudno było oszczędzać – skoro już przyjechaliśmy w Alpy, to szkoda byłoby nie skorzystać z kolejek, wjazdów i innych atrakcji pozwalających zobaczyć góry z trochę innej perspektywy.

Posumowanie

Austria okazała się jednym z tych wyjazdów, które bardzo dobrze wspominam.

Wiedeń – świetny i zdecydowanie nie był to nasz ostatni raz. Hallstatt – piękny, klimatyczny i mimo tłumów zdecydowanie wart zobaczenia. A austriackie Alpy – po prostu boskie.

Najbardziej podobało mi się właśnie połączenie wszystkiego w jednym wyjeździe. Najpierw elegancki i pełen zabytków Wiedeń, później pocztówkowy Hallstatt, a następnie kilka dni wśród ogromnych gór, jezior, wodospadów i alpejskich dolin.

Austria pokazała nam, że nie trzeba wybierać pomiędzy zwiedzaniem miasta a piękną przyrodą. Można mieć jedno i drugie – i to na naprawdę wysokim poziomie.

Czy wrócimy do Austrii? Zdecydowanie tak.

I mam wrażenie, że przy kolejnej wizycie będziemy już bardziej zainteresowani tym, co znajduje się jeszcze wyżej – bo tych alpejskich widoków zdecydowanie nie mieliśmy dość.

Zapraszam do oglądania zdjęć.

Austriacka Biblioteka Narodowa
















































Opera Wiedeńska







































Flakturm w Augarten





















Jezioro Traunsee

































Okolice Hallstadtt


















Hallstadtt







































Gosau



























Wodospad Krimml
















































Gosausee











































































Wąwóz Sigmund-Thun Klamm

































Wędrówka do Forsthofalm Hut & widok na Saalfelden Basin








































































Weißsee













































Czeski Krumlov








































































Published by Radek

Fotograf. Kiedyś fotografował głównie śluby i modelki, dzisiaj wszystko w czasie podróżowania. Posiadacz czerwonych barw Pentaksa, który w maju 2019 roku zmienił barwy na zielone Fuji. Miłośnik jasnych obiektywów i pięknego bokeh.